ąd Najwyższy postanowieniem z 26 lipca 2007 roku rozwiał wszelkie wątpliwości dotyczące konieczności rejestracji prasy wydawanej w formie elektronicznej. Krótko mówiąc, jeśli prowadzimy własną witrynę internetową i jest ona aktualizowana co najmniej raz w roku to musimy udać się do właściwego sądu okręgowego, aby zarejestrować dziennik lub czasopismo. Taka czynność będzie kosztowała nas 40 zł (opłata sądowa), plus koperta i wysyłka za potwierdzeniem odbioru. dlaczego rejestrujemy jako dziennik? Bo zgodnie z prawem prasowym dziennikiem jest „ogólnoinformacyjny druk periodyczny lub przekaz za pomocą dźwięku oraz dźwięku i obrazu, ukazujący się częściej niż raz w tygodniu”. W związku z tym strona internetowa, z pewnością stanowiąca przekaz za pomocą obrazu, a do tego aktualizowana częściej niż raz w tygodniu, w rozumieniu ustawy, jest … dziennikiem. Dla porównania dziennikiem jest np. Gazeta Wyborcza, Rzeczpospolita, Przegląd Sportowy. A dlaczego rejestrujemy jako czasopismo? Bo zgodnie z ustawą czasopismem jest przekaz w formie druku, dźwięku lub obrazu ukazujący się „nie częściej niż raz w tygodniu, a nie rzadziej niż raz w roku”. Więc strona aktualizowana tylko raz w roku jest … czasopismem. Dla porównania czasopismem jest Polityka, Życie Warszawy, Tygodnik Ciechanowski. Stanowisko SN było tylko przypieczętowaniem wcześniej wyrażanych poglądów w doktrynie. (J. Sobczak, Ustawa prawo prasowe. Komentarz, Warszawa 1999). ostanowienie Sądu Najwyższego przypominam ze względu na prowadzenie przeze mnie strony internetowej, a dokładniej czasopisma w formie elektronicznej. Żeby być w zgodzie z prawem musiałem zarejestrować swoją stronę w Sądzie Okręgowym w Płocku. Po złożeniu wniosku otrzymałem pismo wzywające do uiszczenia opłaty w wysokości 40 zł w ciągu 7 dni. Musiałem także uzupełnić braki formalne wniosku. Następnie dostałem postanowienie o wpisie do rejestru czasopism i dzienników z tytułem „krzysztofkosinski.pl” i sygnaturą akt I NS Rej Pr 18/08. bowiązująca aktualnie ustawa, regulująca prawo prasowe, została uchwalona (uwaga!) w 1984 roku. Choć nie było mnie jeszcze wtedy na świecie to mogę mieć wrażenie, że mass-media znacznie się zmieniły od tego czasu. Takiego wrażenia nie mają jednak nasi parlamentarzyści. Aby rozwiązać kwestię rejestracji stron internetowych do martwego przepisu prawa prasowego należałoby dodać słowa: „z wyłączeniem środków elektronicznego przekazu”. Ale czy rzeczywiście problem byłby rozwiązany? Tu pada pytanie o racjonalność obowiązujących przepisów i rygorystyczne postanowienie SN w omawianej sprawie. rawda jest taka, że rejestracji sądowej dokonują jedynie duże serwisy, które prowadzą także działalność gospodarczą. Przeciętny administrator swojej strony i zwykły bloger nawet nie wiedzą o istnieniu wymogu rejestracji. Internet stał się dla Polaków na tyle powszechny, że jakakolwiek kontrola nad nim jest niemożliwa i nierealna. Dlatego fakt braku rejestracji ujrzy światło dzienne najczęściej dzięki życzliwości „przyjaciół” lub po prostu przy … okazji, np. właściciel bloga w wulgarny sposób obraził swoją sąsiadkę. Sąsiadka wniosła pozew, a przy okazji blogerowi oberwało się za brak sądowej rejestracji swojej witryny. Podany przykład można rozpatrzeć także z nieco innej strony. Otóż wyobraźmy sobie, iż wspomniana „sąsiadka” nie wie, kto ją publicznie oczernił. Oczywiście w Internecie nie jesteśmy całkowicie anonimowi, w łatwy sposób można sprawdzić kto stoi za daną stroną, więc nasza bohaterka i tak dowiedziałaby się kto jest sprawcą czynu realizującego znamiona typu czynu zabronionego z art. 216 Kodeksu Karnego.
Za materiały zamieszczane w Internecie ponosimy pełną odpowiedzialność. I właśnie przymus sądowej rejestracji strony służy pełnemu upublicznieniu osób stojących za danymi materiałami, które nie zawsze są zgodne z obowiązującym prawem. W takiej sytuacji wiemy, kogo należy oskarżyć chociażby o znieważenie. ejestracja stron internetowych jest jednak martwym, nie egzekwowanym przepisem. Nie należy przy tym zapominać, że prowadzenie strony czy bloga wiąże się z odpowiedzialnością prawną, dlatego taka działalność w sieci powinna być podpisywana naszym nazwiskiem. Ale składanie wniosku do sądu okręgowego nie wydaje mi się najlepszym rozwiązaniem. Według mnie należałoby zmienić ustawę i przede wszystkim wprowadzić nową definicję prasy, dziennika i czasopisma, która nie obejmowałaby swoim zakresem Internetu. A jak skutecznie egzekwować odpowiedzialność właścicieli witryn internetowych? Tu można pomyśleć o nałożeniu obowiązku na sprzedawców domen i serwerów, którzy musieliby przekazywać informacje o swoich klientach do właściwych sądów.