POPiSowe Konstytucje a PSL.
iedy mowa o konstytucji, kolejnych magicznych propozycjach jej zmiany, a raczej całkowitej rewolucji systemowej, zawsze wówczas odczuwam obowiązek wyrażenia moich wewnętrznych frustracji z tym związanych. Gdyby tak zastanowić się – czym w ogóle w polityce są chwyty polegające na postulowaniu radykalnych, nierzeczywistych, niemających racjonalnych podstaw zmian w funkcjonowaniu państwa za pośrednictwem chwytliwego hasła wprowadzenia nowej konstytucji, która miałaby te fundamentalne zmiany ustanowić – to należałoby powiedzieć, że jest to rodzaj politycznego egzorcyzmu, który ma „odnowić oblicze ziemi”. Partie wybijają się w ten sposób z koncepcją nowego otwarcia, zakreślenia przeszłości grubą kreską, ale rozliczenia się z nią poprzez wprowadzone zmiany. U społeczeństwa negującego wywołuje to efekt poczucia pewnej inklinacji, euforii związanej z perspektywą poprawy jakości otaczającego świata, także progresywności własnego bytu. Dodatkowo postulaty takie sondują partię jako innowacyjną, kreatywną i kreacyjną. Faktycznie jednak są to li tylko gusła polityczne z kręgu dobrze ugruntowanego zaplecza doradców dbających o wizerunek.
iS z koncepcją Rzeczypospolitej monarchistycznej i Platforma z koncepcją Rzeczypospolitej niemieckiej tworzą dziś obraz patologicznej konkurencji na zafundowanie Polakom większej rewolucji ustrojowej. Czołowym argumentem jest powtarzany ustawicznie frazes braku jasności w podziale kompetencji między dwoma organami władzy wykonawczej, prezydentem i premierem. Jest to oczywisty fałsz, gdyż jego podstawą są kłótnie polityczne, a nie brak zrozumiałego komunikatu prawnego. Problemem są ludzie, problemem nie jest prawo. Chorobliwe wydaje się podejście obu stron do reformowania państwa, bo ścierają się ze sobą dwie skrajne koncepcje, jedni chcą radykalnie wzmocnić prezydenta, drudzy premiera. Świadczy to o jednym – PiS i Platforma, partie, które nie potrafią dojść do porozumienia, a może inaczej – partie, które nie chcą dojść do porozumienia są środowiskami nieskutecznymi, mało produktywnymi, bo jedyną swoją szansę na ostateczny i całkowity sukces widzą w zdobyciu pełni władzy, o czym świadczą projektowane założenia konstytucyjne. A więc całe zamieszanie jest nie tylko magiczną sztuczką z dziedziny marketingu politycznego, ale także oznaką słabości POPiSu. Można posunąć się dalej, twierdząc, że postulowane koncepcje zagrażają demokracji, przejrzystości systemu, zakłócają dialog między poszczególnymi instytucjami wprowadzając podporządkowanie jako słowo „klucz” w przyszłych relacjach instytucjonalnych.
oskonałym i pełnym oddaniem istoty demokratycznego państwa jest dla mnie system parlamentarno-gabinetowy, a więc to, z czym obecnie mamy w Polsce do czynienia, z pewnymi wyjątkami, jednakże korzystnymi, od pierwotnego wzoru. Wielką wartością unormowań tego systemu jest najwyższy poziom realizacji zasady "checks and balances" pomiędzy poszczególnymi organami. Występuje tu wzajemna kontrola, równowaga i odpowiedzialność. Ewentualne spory personalne pomiędzy piastunami najważniejszych funkcji są odrębną sprawą, aczkolwiek konieczną ceną demokratyzacji. Przekazanie władzy wykonawczej jednemu ośrodkowi i dodatkowo przejęcie przez egzekutywę pewnych elementów właściwych dla legislatury oraz kompetencji w dziedzinie sądownictwa nieuchronnie prowadzi do patologii. Nie chcę używać tu haseł, takich jak: dyktatura, autorytaryzm, jedynowładztwo, ale pragnę zauważyć, iż z pewnością skupienie zbyt dużej siły politycznej w rękach jednej osoby powoduje alienację władzy i brak odpowiedzialności.
owinniśmy dążyć do zupełnie innych rozwiązań. Obowiązujący rozdział władzy na poziomie centralnym jest jak najbardziej właściwy, nie należy nic w tym zakresie zmieniać, tym bardziej, jeśli politykom POPiSu towarzyszą alarmistyczne dla demokracji intencje. Postuluję w tym miejscu dążenie do coraz większej decentralizacji władzy, przekazywania uprawnień z poziomu centralnego wspólnotom samorządowym. Istotna jest tu zasada pomocniczości, którą państwo powinno nosić na głównym sztandarze w procesie pozostawiania obywatelom większej ilości swobód i samodecydowania o własnych losach. Jeśli więc już mamy reformować najwyższy szczebel ustawodawczy, to warto pochylić się nad propozycją Polskiego Stronnictwa Ludowego, które podnosi kwestię przekształcenia Senatu w Izbę Samorządową, stanowiącą reprezentację samorządów: terytorialnego, zawodowego, gospodarczego oraz społecznego. Propozycja PSL wydaje się być jednak lekceważona przez głównych decydentów, bo w przypadku jej realizacji Senat polityczny byłby Senatem obywatelskim, co nie leży w interesie dwóch największych partii. Senat stałby się obywatelską reprezentacją złożoną z lokalnych liderów, osób kreatywnych, społeczników, fachowców w poszczególnych dziedzinach życia. Model taki jest istotą poważnego traktowania zasady pomocniczości i decentralizowania władzy. Obywatele mogą w ten sposób w pełni korzystać z udziału w sprawowaniu władzy, nie tylko za pomocą demokracji przedstawicielskiej, ale w sposób bezpośredni, kreując proces legislacyjny. Takie ustawodawstwo z udziałem obywateli leży w ich społeczno-gospodarczym interesie. Izba Samorządowa jako odpolityczniona obywatelska instytucja będzie oznaką większej demokratyzacji, władza znajdzie się bliżej człowieka, nie będzie on przedmiotem władzy a podmiotem ją sprawującym. Szkoda tylko, że najbardziej racjonalna i najbliższa obywatelowi propozycja zmiany Konstytucji jest dla mediów niezauważalna.
Data publikacji: 16.01.2010, 21:08
Komentarze (4)
Ba, nie są zauważane, bo ludowców nikt poważnie nie traktuje. Gdyby w partii było choć kilka autorytetów i postaci charyzmatycznych (nie mówie o jakimś tam klakierze Kłopotku) to pewnie i media pomysły by łapały i poparcie by było. Rogu 23.01.2010, 18:41
Projekt PiS ma na celu jedynie wzmocnienie władzy prezydenta tak,aby głowa państwa nie była upokażana tak jak to miało miejsce.Oczywiście nie zgadzam się ze wszystkimi zapisami znajdującymi się w projekcie Prawa i Sprawiedliwości,ale myślę,że ten projekt otwiera pole do poważnej dyskusji nad Konstytucją,która wymaga poważnych zmian w zakresie prawa.To właśnie Tusk i jego koledzy chcą skupić władzę w jednym ręku.I jeśli pomysłu PSL są takie fantastyczne,to wątpie,że nie zostałyby niezauważone przez media. Izabela Bartnik-15lat,Puławy 23.01.2010, 12:06
a kto tu mówi o projekcie PO, jest jedynie o założeniach. IS zamiast Senatu to ciekawa sprawa, ale więcej konkretów. zya 18.01.2010, 12:47
Witam. Nie można mówić tu o jakimkolwiek projekcie Platformy, bo go nie ma. Tylko PiS przedstawił całościowo swoją propozycję, reszta partii stosuje właśnie zabiegi wizerunkowe tylko mówiąc o swoich propozycjach, a nie składając żadnych konkretnych projektów. ErAter 17.01.2010, 09:51
Pokaż wszystkie komentarze
|