Premier nie będzie prezydentem.
eza postawiona w tytule na niespełna rok przed wyborami może wydawać się dosyć kontrowersyjna. Kontrowersyjna z kilku powodów. Pierwszy, najbardziej dostrzegalny, sprzężony jest z osobą, która powyższy pogląd popełniła. Drugi, w miarę niepodważalny, skoncentrowany został wokół wszelakich sondaży, skazujących ogół kandydatów i każdego z osobna na totalną klęskę w potyczce z premierem. Trzeci, bardziej socjologiczny, polega na olbrzymiej skali negatywnego elektoratu obecnego prezydenta, który wydaje się być największym zagrożeniem dla planów Tuska. Czwarty, raczej korporacyjny, ma źródło w medialnych sympatiach poszczególnych dziennikarzy i całych stacji. Piąty, ściśle wizerunkowy, stylem bycia winduje premiera ponad gwiazdy Hollywood. I jak tu przeciwstawić się wszystkim oczywistym argumentom, które prowadzą premiera do pałacu prezydenckiego? Można, ale tylko wtedy, jeśli weźmie się pod uwagę całą polityczną wieczność, jaka czeka nas do wyborów w 2010 roku oraz naturalną apatię i przemęczenie politycznym materiałem pod znakiem wszędobylskiego Donalda Tuska i Platformy Obywatelskiej.
ięgnijmy na chwilę do historii. Tuż po przemianach ustrojowych na pierwszego premiera obrany mógł być Lech Wałęsa, wystarczyło jedno jego słowo. Jednak przed sobą miał zupełnie inną perspektywę, znacznie ważniejszą, bardziej ambitną, nieporównanie trwalszą i pewniejszą. Wałęsa doskonale zdawał sobie sprawę, że objęcie funkcji Prezesa Rady Ministrów może przekreślić jego osobiste ambicje prezydenckie. Przyczyny takiego zachowania były całkowicie racjonalne. To rząd odpowiada za sytuację wewnętrzną państwa. Jeśli Kowalski nie ma co włożyć do garnka, winni są premier, rząd, partia sprawująca władzę. W konsekwencji rodzą się nastroje ogólnego zdegustowania, nastaje atmosfera politycznej negacji. W 89. roku zdecydowane zmiany społeczno-gospodarcze musiały wywołać w społeczeństwie niepokój, a cała nienawiść najbardziej dotkniętych terapią szokową była powoli kierowana w nowo panujący obóz polityczny. Gdyby za wszystkimi zmianami stał robotnik Wałęsa jako premier, nigdy nie zdobyłby wystarczającego poparcia, by zostać prezydentem. Stąd decyzja Wałęsy o złożeniu propozycji bycia szefem rządu Tadeuszowi Mazowieckiemu, z którym w 1990 roku zmierzył się w wyborach prezydenckich, dystansując premiera zdecydowanie.
yciągając wnioski z okresu rządów Mazowieckiego oraz wysoce trafnych przewidywań Wałęsy należy stwierdzić, iż przyjęcie modelu aktywnej polityki rządowej skutkuje koniecznością poniesienia strat politycznych przez osoby i grupy odpowiadające za przeprowadzane zmiany i reformy. Wniosek bezdyskusyjny. Przeciwieństwem aktywnego modelu sprawowania władzy jest bierność, unikanie trudnych społecznie i gospodarczo kwestii, niepodejmowanie tematów kontrowersyjnych, co stymuluje tymczasową stabilizację, a nawet petryfikuje polityczny układ. Jednak w 89. roku nie było ani chęci, ani możliwości kontynuowania polityki PZPR, stąd też Wałęsa doskonale wiedział, iż Mazowiecki będzie skazany na model aktywnych rządów, a w razie niepowodzeń cała złość zostanie skierowana ku premierowi.
naczej sytuacja ma się w przypadku Donalda Tuska. Zaczynając sprawować funkcję Prezesa Rady Ministrów zastał Polskę w świetnej kondycji gospodarczej, ze szczytowym wskaźnikiem PKB, ale w fatalnej sytuacji politycznej, spowodowanej nader agresywną polityką partii wcześniej rządzących. Premier Tusk, niesiony na fali wyborczego zwycięstwa, miał jednak w perspektywie, podobnie jak kiedyś Wałęsa, bycie prezydentem. Powodem takiego nastawienia była polityczna duma Tuska, urażona dwa lata wcześniej, gdy przegrał rzutem na taśmę z Lechem Kaczyńskim. Początek rządów koalicji PO-PSL zakładał uspokojenie politycznych nastrojów, wyciszenie konfliktów, pozyskanie zaufania społeczeństwa. Zgodnie z hasłem ludowców w Polsce wreszcie nastała normalność. Aby osiągnąć powyższy stan należało zrezygnować z machiavellistycznej zasady, iż „krzywdy powinno się wyrządzać wszystkie naraz, aby krócej doznawane, tym samym mniej krzywdziły”. Pokój społeczny był głównym celem w polityce wewnętrznej, który chciał osiągnąć Donald Tusk. Z pewnością plan został zrealizowany poprzez negację polityki poprzedników kosztem modelu aktywnego sprawowania władzy. Ale mimo braku zdecydowanych zmian Platforma jest ciągle partią bardzo popularną, osiągającą w badaniach opinii publicznej blisko 50% poparcia. Pada argument, że wyniki PO są wypadkową niechęci do PiS i braku alternatywy na scenie politycznej. Zgodzę się. Ale czy społeczeństwo faktycznie chce ciągłych reform, społeczno-gospodarczych rewolucji, politycznych zmian? Może Tusk wyszedł z założenia, że obywatele po rządach PiS-u nie chcą procesu radykalnych reform. Iście pijarowska ekstrapolacja?
oczątek drugiego roku rządów to narastający konflikt z Lechem Kaczyńskim i w perspektywie wybory do Parlamentu Europejskiego. Te dwa czynniki zmusiły do kolejnego impasu w polityce wewnętrznej. Taka polityczna kalkulacja, powiązana z niemalejącym poparciem w sondażach, sprawiła, iż myśl o prezydenturze dla Tuska stała się niezwykle realna. Dziennikarze, politolodzy, opozycja – wszyscy – zaczęli zarzucać premierowi podporządkowanie działań rządu kandydowaniu w wyborach prezydenckich. Afera hazardowa tylko trochę nadszarpnęła wizerunek premiera, nie wiadomo jeszcze, czy przyniesie dalsze konsekwencje. Wśród polityków PO, komentujących bieżące wydarzenia, zaczęły pojawiać się stwierdzenia, iż Tusk może nie kandydować w wyborach prezydenckich. Nikt nie zadał sobie pytania – skąd takie odważne rozmyślania? Czy jest jakiś „natchniony” cel tych wypowiedzi? Są dwa najbardziej prawdopodobne motywy powyższego. Albo politycy Platformy przygotowują powoli społeczeństwo do decyzji, że Donald Tusk rzeczywiście kandydował nie będzie albo jest to zabieg mający przykryć przedkładanie planów prezydenckich nad funkcjonowanie rządu.
imo, iż pożegnamy się na dobre z gospodarczym kryzysem, to trzeci rok dla Platformy będzie najcięższy. Nawet jeśli rzeczywiście nastąpiłyby zmiany i przejście do modelu aktywnego prowadzenia polityki, co jest jednak mało prawdopodobne, to nic nie zmieni naturalnego zniechęcenia obecnością jednej partii i jednego człowieka na samym szczycie. Będzie to efekt nie tyle spowodowany zawirowaniami w polityce, co zwyczajnym znudzeniem. Dojdzie do tego kolejny efekt – efekt politycznej pamięci, która u społeczeństwa jest bardzo krótka, z reguły zanika w okresie 3-5 lat. Ludzie niestety (czy „stety”) zapomną wszelkie nikczemności PiSu, część sympatii przeleje się na lewicę, może część na PSL. Ci bardziej pamiętliwi na wybory nie pójdą.
rzed Donaldem Tuskiem, jego najbliższymi doradcami ciężkie dni i noce rozważań nad taktyką. Przed publicystami analizy, spekulacje i próba odszyfrowania taktyki premiera. Co zrobić? Jak odwrócić nieuchronne? Przez dwa lata skutecznie, ba – najskuteczniej w ciągu 20 lat – udawało się wygrywać z przeznaczeniem. Jeśli miałbym podpowiadać premierowi, to w wyborach prezydenckich bym nie startował, a przynajmniej nie z pozycji premiera. Brak decyzji o kandydowaniu tłumaczyłbym silniejszą pozycją szefa rządu w systemie ustrojowym, wcześniej deklarowanymi zmianami konstytucji, która jeszcze bardziej ma osłabić prezydenta, troską o losy państwa, odpowiedzialnością za kraj i uszanowaniem decyzji wyborców z 2007 roku, kiedy to Polacy powierzyli mi urząd premiera. Akcja przekonywania społeczeństwa o słuszności takiej decyzji z pewnością by się udała. A kandydatem PO na prezydenta … cóż … Bronisław Komorowski lub … Jerzy Buzek. Ta druga kandydatura byłaby doskonałym sposobem na utrzymanie sondażowego poparcia i gwarancją zwycięstwa w wyborach parlamentarnych w 2011 roku. Jest jeszcze jeden warunek: decyzja Tuska o nie wystawianiu swojej kandydatury musi zapaść możliwie wcześnie. Co więc wygra – osobista ambicja czy partyjny interes? Zadecyduje Donald Tusk.
Data publikacji: 29.12.2009, 23:35
Komentarze (15)
Nie można też powiedzieć, że "siedzimy cicho", wielokrotnie pojawiają się otwarte spory, ale nikt chyba by nie chciał, abyśmy ulegali takim nastrojom jak niegdyś koalicjanci PiS, Samoobrona, LPR. Dziękuję za życzenia i również kieruję życzenia dla Ciebie wszelkiej pomyślności i przyjaznych sesji ;) pozdrawiam! Krzysiek K. 07.01.2010, 10:22
Ludowcy zajmują się swoją działką i tam skupiają się na pracy. Podać można dla przykładu chociażby sukces MG z ostatnich tygodni, które stało się liderem wydatkowania funduszy strukturalnych. Minister Sawicki na posiedzeniu RUE wywalczył preferencyjne kredyty dla rolników na zakup ziemi, zmiany w prawie pracy, czy emerytury pomostowe ministrów Boniego i Fedak. Nie wspominając zniesienia embargo przez Rosję na początku kadencji, w czym udział miał minister Sawicki. Robimy swoje. Ewentualne wystąpienie z koalicji i głosowanie razem z SLD i PiS całkowicie zdegradowałoby ciągłość prac i jakiekolwiek zmiany, chociażby najmniejsze. Często nie możemy przeforsować swoich propozycji, np. wyprzedaż ziemi z ANR czy opcje walutowe, ale to nie znaczy, że mamy robić cyrk i stawiać pod znakiem zapytania koalicję. PR - ja nie mówię, że to coś złego. Jeśli PO potrafi wykorzystać media w ten sposób, to wszystko jest OK. Ale trzeba zachować proporcje. Krzysiek K. 07.01.2010, 10:18
Krzysztofie, wszystko pięknie, dochodzę do wniosku, że PO ma w sumie najgorszy gabinet od kilku lat. Tylko jeden szkopuł - dlaczego Ludowcy, widząc całą makiaweliczną grę PO, cały cynizm pijarowskiego sprawowania władzy, dlaczego widząc, że ten rząd nie rusza z kopyta, dlaczego Ludowcy siedzą cichutko jak myszy kościelne? Możesz mi to wyjaśnić?
Druga sprawa - dlaczego niby spokój społeczny i dobra robota pr ma być czymś złym? Jeśli mamy miałkich polityków, czyż nie lepiej wybrać takich, którzy przynajmniej potrafią się posługiwać najstarszym narzędziem polityki? ;)
To na razie tyle, pragnąc wykorzystać dostępne literki, życzę wszystkiego dobrego w nadchodzącym roku wyborczym, pozdrawiam. Gryzak, kolega z roku ;) 07.01.2010, 03:21
można w ogóle nie głosować. Jeśli W drugie turze Tusk Kaczyński to olewam tych Panów i wszystkim to proponuje FanPOPiSu 02.01.2010, 14:08
Smutna polaka rzeczywistość jak nie ma na kogo to na tego na kogo się da. Wygra kreowanie a nie racjonalizm ..... M>M 02.01.2010, 01:27
Smutna polaka rzeczywistość jak nie ma na kogo to na tego na kogo się da. Wygra kreowanie a nie racjonalizm ..... M>M 02.01.2010, 01:26
Raczej wizja, tylko trzeba było jeszcze napisać, że prezydentem będzie kandydat PSL i wszystko gra. radzio ;) 01.01.2010, 22:34
To pewnie takie noworoczne życzenie! ;) Najlepszego! Pozdrawiam! maro 01.01.2010, 21:32
Wczoraj premier oznajmił, że nie na wiosnę a jeszcze w porze zimowej ogłosi kandydata PO na prezydenta. Skoro tak "wcześnie" to może potwierdzi się twoja teza, że kandydatem nie będzie Tusk, a ktoś inny. Jeśli już Tusk ma nie kandydować ja stawiałbym na kogoś zupełnie spoza obozu politycznego PO. zya 31.12.2009, 11:05
Celne argumenty według mnie, ciekawe wnioski, można bez przesady powiedzieć, że niejeden dziennikarz nie ma takiego stylu pisania jak Kolega! Gratuluję! PB 30.12.2009, 22:40
Nic. To jest czyn całkowicie charytatywny :D Krzysiek K. 30.12.2009, 21:52
http://sondaz.wp.pl/kat,27417,title,Porazka-Platformy---notowania-najgorsze-od-roku,wid,11815066,wiadomosc.html - 4% czyli skuteczność spokoju Pawlaka. Platforma straci, a zmian w sondażach nie ma od razu, bo przecież ludzie muszą sobie wszystko przemyśleć. Ale jest też grupa matołków, która głosuje na PO, ale nie wie, co w polityce się dzieje. Im współczuję, to są największe ofiary PeOwców. Paweł 30.12.2009, 15:47
Dobre pytanie! Taki Marek Migalski drugi TOOb 30.12.2009, 15:41
ile PiS Ci za to płaci? vf 30.12.2009, 14:46
to możemy zrobić zakładzik. Miasto nie ma na kogo głosować i choćby nie wiem co się stało w polityce to tusk i tak wygra. Buzek jest w PE, ma tam potężną kasę, no i nie po to wszyscy starali się o fotel szefa PE, żeby teraz rezygnował. Komorowski nikogo nie przekona, drętwy, ciężko cokolwiek o nim powiedzieć. tusk nie wystartuje to wtedy bedzie kłopot! TOOb 30.12.2009, 09:32
Pokaż wszystkie komentarze
|