Kto boi się Kwaśniewskiej?

obliczu nadchodzących wielkimi krokami wyborów prezydenckich dla wszystkich, którzy choć trochę interesują się sytuacją polityczną pytanie postawione przeze mnie w tytule tegoż artykułu trwale łączy się z przymiotnikiem je określającym – retoryczne. Czwartkowy „Dziennik” donosił, że w 1989 roku, przed pierwszymi częściowo wolnymi wyborami, agenci SB rozpracowywali Aleksandra Kwaśniewskiego szukając na niego tzw. haków. W materiałach operacyjnych możemy znaleźć, między innymi treści sugerujące, że wysokie miejsce Kwaśniewskiego w państwowych strukturach może być efektem lobby żydowskiego. Agenci interesowali się również pracą oraz wysokością zarobków Jolanty Kwaśniewskiej.

iedy patrzymy na wyborcze sondaże, w których pani Kwaśniewska wygrywa z panem Tuskiem, to wówczas wszystko wydaje się jasne, można by powiedzieć – jasne jak słońce Peru. Okazuje się bowiem, że haki, teczki, podsłuchy i naciski to już nie tylko elementy pisowskiego krajobrazu lat 2005-2007. Zacytuję europosła Siwca, który tak komentuje doniesienia „Dziennika”: „Takie artykuły biorą się wyłącznie stąd, że Jolanta Kwaśniewska budzi niepokój, wśród tych, którzy wolą, żeby ona nie mogła wystartować w wyborach prezydenckich”. Bardziej dosadnie powiedzieć tego już chyba nie można było. Na domiar złego, kolejny cios wymierzony w Kwaśniewskich szykuje już Instytut Pamięci Narodowej. Ma on wydać książkę, której autorzy będą obalali prawomocny wyrok polskiego sądu, twierdząc, że były prezydent współpracował z SB. Coś w rodzaju powtórki z kazusu Wałęsy. Jeśli Instytut będzie dalej wypełniał przestrzeń publiczną takimi zarzutami, to już niedługo może okazać się, że IPN pod innymi politycznie władzami będzie zarzucał Lechowi Kaczyńskiemu współpracę z obcym wywiadem. A wszystko wobec medialnego i społecznego poklasku politycznych sępów. Już widzę zachwyt Niesiołowskiego, triumfalną pop-gębę Palikota.

le czy naprawdę polityka ma opierać się na niszczeniu przeciwnika wszelkimi możliwymi środkami? Kiedy zdecydowałem się postawić swoje pierwsze kroki w polityce, wszystko widziałem inaczej – bardziej banalnie, niewinnie, naturalnie, dominowała łatwowierność i przekonanie o uczciwej grze politycznego partnera. Z czasem politycznego partnera trzeba było nazwać oponentem, łatwowierność zmieniła się w podejrzliwość, banalność w zagadkowość, a naturalność powoli przeistacza się w konieczność używania pijarowskich sztuczek. Coś jednak pozostanie na zawsze – szacunek i uczciwość. W przypadku ujawniania haków na byłą prezydencką parę ktoś nie zostawił miejsca ani na szacunek, ani na uczciwość.


Data publikacji: 08.08.2009, 08:43

Komentarze (10)

"Okazuje się bowiem, że haki, teczki, podsłuchy i naciski to już nie tylko elementy pisowskiego krajobrazu lat 2005-2007" Lojalność koalicjanta ;)
Eusebio   09.08.2009, 23:06


No to w tym znaczeniu, jeśli jest ktoś zwolennikiem lustracji to nie jest wcale żadnych "ultraradykałem" tylko człowiekiem, który chce poznać prawdę o jak sam wspomniałeś "czasach zaprzeszłych"... a jak będzie postrzegał tego człowieka po zdobytej wiedzy to już zupełnie jego prywatna sprawa. Ultraradykałem jest raczej ktoś kto utożsamia pojęcie lustracji z jakimś formalnym (bądź też nieformalnym) rodzajem karania tych ludzi. I w tym przypadku oprócz tego, że jest ultraradykałem jest również idiotą, bo współpraca z SB w moim odczuciu przestępstwem nie była... chodzi mi jedynie o ujawnienie prawdy i podanie tego do publicznej informacji chociażby po to żeby skończyć z ciągłymi wyciekami i formami politycznego nacisku! A więc ultraradykał nie równa się zwolennik lustracji ani w znaczeniu ogólnym ani w tej konkretnej sprawie. Pozdrawiam!
P.S.   08.08.2009, 23:42


Nie utożsamiam w znaczeniu ogólnym, a jedynie jako pogląd na tę konkretną sprawę.
Krzysiek K.   08.08.2009, 23:11


Dlatego najlepiej czytać tych pismaków, którzy urodzili się po 70 roku :D I problemu nie ma. A jaeszcze na margiesie jedna sprawa. Kiedy był temat Wołoszańskiego poruszany przyznam ze zwątpiłem w niego. Ale czy nie można czegoś takiego potraktować jako wypadku przy pracy albo jakiejś życiowej pomyłki? Każdy ma jakieś w życiu momenty, którzych się potem wstydzi. Mimo wszystko jestem za lustracją, bo komuszków trzeba usunąć z naszego publicznego bagienka.
zya   08.08.2009, 19:52


No nie przesadzajmy i nie traktujmy lat, które były 20-40 jako "czasy zamierzchłe", bo doszlibyśmy do absurdu. Także, jak dla mnie, argument związany z podejściem "zostawmy to, bo to było dawno" jest całkowicie nietrafiony. Jeżeli oczekujemy od polityków oświadczeń lustracyjnych to ja też prosiłbym o takie oświadczenia dziennikarzy, którzy czasami nawet częściej niż politycy kształtują opinie Polaków i mają ogromny wpływ na rozwój szeroko rozumianego życia politycznego. By the way, proszę nie utożsamiajmy zwolennika lustracji z ultraradykałem... bo to śmieszne się robi :P
P.S.   08.08.2009, 17:44


Jeśli chodzi o moje poglądy na temat lustracji, to w ciągu 3-4 ostatnich lat zmieniły się ze stanowiska ultra radykalnego, kiedy to myślałem, że najlepiej ujawnić wszystko o wszystkich na stanowisko, według którego obecnie nie widzę sensu (po tylu latach!) wracać do zamierzchłych czasów. Nie mały wpływ na zmianę poglądu miała czytana w tym czasie literatura. Nawet nie tyle lewicowa, co prawicowa, np. Roman Graczyk "Tropem SB". Wydaje mi się, że w tym, co piszesz jest jakaś wewnętrzna sprzeczność. Mi osobiście wiedza o tym, czy mój profesor współpracował nie jest ani potrzebna, ani niezbędna. A znam takiego, który współpracował i jako człowiek i profesor wydaje się dużo lepszy od tych, którzy nie współpracowali. Czytasz Wołoszańskiego - ja też. Ale fakt, że mógł współpracować (współpracował) mojego stosunku do niego nie zmienił i nie zmieni.
Krzysiek K.   08.08.2009, 15:54


ucięło... Pozdrawiam! :)
P.S.   08.08.2009, 14:27


Znów patetycznie i nabrzmiale. Nie wiem czy po mału stajesz czy może już stoisz po stronie przeciwników lustracji, którzy tak bardzo zamartwiają się o godność i szacunek byłych wspólpracowników SB. A mnie interesuję jedynie prawda, a co zrobię z wiedzą, że pan X. współpracował to jedynie moja prywatna sprawa. Jeśli czytam jakiś artykuł w gazecie to chcę wiedzieć czy autor był współpracownikiem SB czy nie, jeśli wykłada na Uniwerku jakiś profesor to chcę wiedzieć czy był współpracownikiem czy nie... i te przykłady można mnożyć. Nikt nie mówi o "wieszaniu" tych, którzy współpracowali... chodzi wyłącznie o ich ujawnienie i wszystko. I obawiam się, że to właśnie osoby związane z nurtem GW deformują obraz lustracji badź też kompletnie nie rozumieją jej rzeczywistych zadań. Pan Wołoszański był agentem wywiadu SB, ale to nie oznacza, że nie mogę sięgnać po jedną z jego książek (nawiasem bardzo wciągających i interesujących
P.S.   08.08.2009, 14:27


Tytuł przypomina poemat pewnej gazety na temat wicepremiera ;)
radzio ;)   08.08.2009, 12:46


Skoro już mowa o wyborach prezydenckich to jestem ciekaw kogo to wystawi PSL? Pojedynek liderów dwóch koalicyjnych partii wydaje mi się mało realny. Europoseł, który już kiedyś chciał być prezydentem - też mało prawdopodobne. Więc kto? Może spasujecie?
TOOb   08.08.2009, 10:27


Treść komentarza (do 1000 znaków):

Podpis:
Kod
Przepisz kod:
Pokaż wszystkie komentarze
KRZYSZTOF KOSIŃSKI - Wszelkie prawa zastrzeżone.